Projekt uchwały złożony przez klub radnych PiS przedstawił radny Aleksander Dmowski. Sam dokument został napisany w sposób wyważony i spokojny. Nie ma w nim politycznej awantury ani ideologicznych wstawek. Jest za to jasno napisane, że Rada Miasta „nie jest przeciwna rozwojowi przemysłu, w szczególności przemysłu morskiego i działalności portowej”, ale domaga się, by rozwój odbywał się z poszanowaniem praw mieszkańców. Trudno o bardziej apolityczne i rozsądne postawienie sprawy.
Apel dotyczy konkretnych, bolesnych problemów: wieloletniej niepewności mieszkańców budynków przy ul. Sołtana i ul. Ludzi Morza, ograniczenia dostępu do plaży oraz konieczności przywrócenia dostępu do Latarni Morskiej i Fortu Gerharda. W projekcie wprost mowa jest o „pilnych działaniach legislacyjnych i administracyjnych” w celu rozwiązania problemów mieszkańców prawobrzeża. Dokument przypomina też, że problemy to realne pogorszenie jakości życia, uderzenie w lokalną przedsiębiorczość i stabilność materialną wielu rodzin.
Można było więc oczekiwać, że radni wszystkich klubów poprą taki apel, ewentualnie zgłoszą do niego poprawki. Tymczasem klub Koalicji Obywatelskiej, ustami przewodniczącej Elżbiety Jabłońskiej, wyraził opinię negatywną i zapowiedział przygotowanie własnego projektu. I tu zaczyna się rzecz najbardziej bulwersująca. Mimo pytań ze strony mieszkańców i radnych PiS nie wyjaśniono konkretnie, na czym mają polegać rzekomo poważne błędy obecnego projektu. Nie pokazano też nowego tekstu. Było odrzucenie, ale nie było merytoryki.
Takie stanowisko wywołało oburzenie przedstawicieli mieszkańców prawobrzeża, którzy jasno mówili, że współuczestniczyli w tworzeniu projektu i zgadzają się z jego treścią. Podobne zdanie mieli radni z klubu Wspólnych Wysp. Trudno się temu oburzeniu dziwić. Bo jeśli projekt rzeczywiście wymaga korekt, to normalna droga jest prosta: zgłasza się poprawki i wspólnie dopracowuje dokument. Tego jednak zabrakło. Zamiast współpracy pojawiło się forsowanie tezy, że trzeba napisać wszystko od nowa.
Ciężko było nie odnieść wrażenia, że dla części radnych problemem nie była treść uchwały, ale to, kto ją złożył. A to już jest sytuacja kompromitująca. Bo mieszkańców prawobrzeża naprawdę nie interesują partyjne ambicje, wzajemne urazy i polityczne przepychanki. Ich interesuje jedno: czy ktoś wreszcie stanie po ich stronie.
Za dwa dni odbędzie się sesja Rady Miasta Świnoujście. To będzie moment prawdy. Okaże się, którzy radni chcą realnie pomóc mieszkańcom, a którzy wolą grać na zwłokę, pisać konkurencyjne wersje i udawać, że chodzi o jakość dokumentu, choć tak naprawdę chodzi o polityczny szyld. W tej sprawie nie potrzeba już kolejnych uników. Potrzeba odwagi, uczciwości i zwykłej przyzwoitości wobec ludzi, którym wiele obiecywano, a nie dotrzymano i pozostawiono samym sobie.

