Z niedawno opublikowanego badania współautorstwa Implant Medical wynika, że tylko 8,9% Polaków byłoby gotowych poddać się zabiegowi stomatologicznemu przeprowadzonemu przez robota. 65,2% ankietowanych odrzuca taką możliwość. Wśród nich 36,5% raczej by się na to nie zdecydowało, a 28,7% zdecydowanie nie zrobiłoby tego. Dr n. med. Maciej Stagraczyński z Klinicznego Oddziału Chirurgii Szczękowo-Twarzowej, Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu nie jest zaskoczony wynikiem. Jak zauważa, wielu pacjentów boi się leczenia stomatologicznego niezależnie od okoliczności.
– W mojej ocenie, odrzucenie możliwości wykonania zabiegu przez robota wynika z pewnej niewiedzy. Pacjenci boją się także, że maszyna okaże się nieempatyczna i nie będzie reagowała na dolegliwości bólowe pacjenta. Wielu ludzi wie o istnieniu robotów da Vinci, które biorą udział w zabiegach chirurgicznych, ale operują w nich chirurdzy za pomocą konsoli. Pacjenci nie dopuszczają jeszcze do siebie myśli, że podobne urządzenie mogłoby być zaangażowane do leczenia zębów – dodaje dr Stagraczyński.
Z kolei dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie dodaje, że pacjenci surowiej oceniają maszyny niż ludzi. Gdy człowiek popełni błąd, jesteśmy w stanie to zrozumieć, ale jeśli pomyli się algorytm, reakcja emocjonalna jest znacznie silniejsza. Do tego dochodzi brak realnych doświadczeń. Nikt w Polsce jeszcze nie widział „robota dentysty” w akcji, więc trudno oczekiwać zaufania. Niechęć 65% badanych do doświadczenia takiego rodzaju leczenia jest dla eksperta również dowodem na przywiązanie pacjentów do ludzkiego lekarza. Wskazuje też na brak wiedzy o tym, co w gruncie rzeczy oznacza udział robota w leczeniu.
– W większości przypadków pacjenci wyobrażają sobie, że robot samodzielnie wykona cały zabieg bez udziału dentysty. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Dziś istnieją tzw. roboty asystujące – czyli urządzenia, które działają pod pełną kontrolą lekarza i pomagają mu w precyzyjnym prowadzeniu narzędzia. Najlepszym przykładem jest system Yomi, który od kilku lat ma certyfikat amerykańskiej FDA.
W praktyce wygląda to tak, że chirurg planuje zabieg w systemie 3D, a robot pilnuje, by wiertło poruszało się dokładnie po zaplanowanej trajektorii. Lekarz cały czas trzyma rękę na narzędziu. To nie jest więc „robot dentysta”, tylko robotyczny asystent chirurga – wyjaśnia dr n. med. Przybylski.
Do tego z badania wynika, że 25,9% ankietowanych nie ma wyrobionego zdania na temat poddania się zabiegowi wykonanemu przez robota. Ekspert z Implant Medical podejrzewa, że niezdecydowanych ludzi najłatwiej będzie przekonać do otwarcia się na nowe możliwości leczenia. Kluczem będzie edukacja i przejrzysta komunikacja. Jeśli pacjent zobaczy, że to lekarz steruje robotem, a system działa jak precyzyjny GPS, a nie jak autonomiczny chirurg, to jego postawa szybko się zmieni. Robotykę warto prezentować w praktyce, na przykład podczas pokazowych zabiegów czy kampanii edukacyjnych.
– W 2024 roku firma Perceptive przeprowadziła pierwszy zabieg z wykorzystaniem robota, ale odbył się on w bardzo kontrolowanych warunkach. Robot wykonał ściśle zaplanowaną czynność pod stałym nadzorem ludzi. To nie był przypadek kliniczny z pełnym zestawem zmiennych, jak krwawienie, ślina czy ruch pacjenta. Fakt, że technicznie potrafimy wykonać dany zabieg, nie znaczy, iż jesteśmy gotowi klinicznie czy prawnie. W Polsce obowiązuje surowe prawo medyczne. Tego typu systemy muszą uzyskać certyfikację MDR, której roboty implantologiczne jeszcze nie mają. Dlatego pierwsze tego typu rozwiązania zobaczymy raczej w prywatnych klinikach i ośrodkach akademickich, w formie asystujących systemów, a nie w pełni autonomicznych robotów – stwierdza dr n. med. Przybylski.
Natomiast dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, zastrzega, że udział robotów w zabiegach stomatologicznych jest na etapie prób i badań. Przekonanie pacjentów do tego, że takie zabiegi są bezpieczne i odbywają się z poszanowaniem ich praw to nie wszystko. Twórcy oprogramowania muszą też zagwarantować, że wdrożenie robotów respektuje tak zwane evidence-based medicine, czyli podstawowe zasady nauki.
– Jeszcze kilka lat temu panował duży strach przed udziałem maszyn w zabiegach medycznych, a dziś użycie robota da Vinci jest przyjmowane jako coś naturalnego. Podobnie będzie w przypadku stomatologii, tj. w pierwszej kolejności szybciej zostanie zrobotyzowana diagnostyka, a zabiegi jeszcze długo będą wymagały udziału lekarza stomatologa – ocenia dr n. med. Paluszek.
Ponadto zdaniem eksperta z Implant Medical, w ciągu 5-10 lat robotyka stanie się powszechnym narzędziem w implantologii i chirurgii stomatologicznej, ale z udziałem człowieka. W jego ocenie, już teraz widać, że roboty najlepiej radzą sobie z procedurami wymagającymi maksymalnej precyzji i powtarzalności – jak wszczepianie implantów czy nawigowana osteotomia.
– Robotyka wymusi zmianę całego modelu leczenia. Przechodzimy z etapu reaktywnego leczenia do zintegrowanego procesu cyfrowego – od skanu 3D, przez planowanie protetyczne, po precyzyjnie wykonany zabieg. Lekarz staje się projektantem, planistą, kontrolerem jakości, a nie tylko ręką wykonującą procedurę. To nie znaczy, że robot zastąpi dentystę. Wręcz przeciwnie, podniesie mu poprzeczkę. Lekarz, który umie pracować w cyfrowym protokole, z nawigacją i robotyką, będzie po prostu lepszy i bezpieczniejszy – prognozuje dr n. med. Piotr Przybylski.
Dr Maciej Stagraczyński nie spodziewa się, aby w najbliższym czasie roboty miały znaleźć się w gabinetach publicznych w ramach usług refundowanych. Nie ma wyceny kosztów robota w stomatologii i NFZ na razie ich nie uwzględnia. Ekspert zastrzega także, że roboty nie przejmą całego procesu leczenia. Lekarze stomatolodzy wciąż będą odgrywali dużą rolę. – Scedowanie na maszynę całego leczenia stałoby się niebezpieczne, bo zatracilibyśmy myślenie. Wprawdzie przykłady chociażby z lotnictwa cywilnego dowodzą, że niekiedy należy bardziej zaufać urządzeniom niż człowiekowi, ale ostatecznie najważniejsze jest to, jak technika będzie wykorzystywana – podsumowuje ekspert z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
MondayNews Polska














Problemem nie jest zaufanie robotom, a cena usług. Od momentu, kiedy wprowadzono prześwietlenia RTG i leczenie kanałowe przy pomocy mikroskopu, czyli przez lupę z ekranem za ok. 2000 złotych w Chinach, cena leczenia jednego zęba z trzema kanałami zmieniła się z 300zł i dzisiaj kosztuje prawie 3.000zł. Jak tylko pojawi się więc tyci robot, opcje będą tylko dwie: rwanie za 500 zł lub leczenie już za 10.000 zł. Tylko kogo będzie jeszcze na takie złodziejstwo cenowe stać?! Płacimy za ochronę zdrowia na NFZ coraz wyższe haracze ZUS, ale za zęby sami musimy płacić krocie dodatkowo przy chorych cenach usług. Jest to ukonstytuowane złodziejstwo Koalicji Obywatelskiej: płacić macie coraz więcej na ZUS, a dostaniecie coraz mniej i 2 lata czekajcie w kolejce przy 'darmowej' płatności przez NFZ. Ta nowoczesność to pretekst do podniesienia cen w cennikach, tak jak haracz za emisje CO2, by nas bezczelnie okradać za energię. Ułatwianie pracy stomatologom da pretekst do kolejnych złodziejskich cen w ich cennikach=marketing.
Popieram Pana Profesora Przybylskiego (ale nie w 100 procentach. Jak niżej sostało wyjaśnione. Pozdrawiam