Na zdjęciach z przeprawy w Świnoujściu widać coś, co dla postronnego obserwatora wygląda niemal akrobatycznie. Prom Bielik, zamiast iść klasycznym kursem, ustawia się pod kątem i płynie bokiem. To nie popis, tylko zimowa praktyka. W kanale zbiera się coraz więcej kry, która w zależności od prądów napycha. Jeśli pozwoli się jej skumulować, zaczyna się kłopot z dobijaniem do nabrzeży.
Dlatego promy „pracują” lodem zawczasu. Bokiem odgarniają kry, rozpędzają ją i spychają tam, gdzie może bezpiecznie spłynąć dalej. Drugi Bielik, płynący z przeciwka, widząc tor manewru, koryguje kurs omija pole lodowe inną linią. To współpraca w praktyce: bez gwizdków, bez komend, za to z doświadczeniem i wyczuciem.
Starszym bywalcom przeprawy ten obraz nie jest obcy. Kilka lat temu, podczas ostrzejszej zimy, lód potrafił skutecznie utrudnić dobijanie. Wtedy też nie chodziło o „łamanie” kry, lecz o jej przegonienie - rozbicie zatorów ruchem kadłuba i śrub. Dziś kapitanowie reagują wcześniej. Widać, że znają kanał, wiedzą, gdzie lód się kumuluje i jak go „rozbroić”, zanim stanie się problemem.
Całość wygląda efektownie biało-szara tafla, pływające bryły lodu i Bielik sunący bokiem, jakby przeczył zasadom żeglugi. A to dopiero początek zimowego epizodu. Prognozy zapowiadają powrót mrozów z północy, więc kry może jeszcze przybyć czy to z Zalewu, czy z morza.




















A gdzie Urząd Morski?Gdzie lodołamacze? Brawa dla wysłużonych maszyn oraz załóg.Może zwiększyć kursy autobusów przez tunel, by na sezon letni ostały się sprawne promy.Mamy tunel czas z niego korzystać.
Niezły drift! :)
A jakby tak krę w Świnoujściu odgarniała sobie staruszka ? A to mogła być akurat wasza matka ! Albo gdyby tak krę odgarniała procesja ?